



...myslisz że dystrofia może być stanem nabytym? W moim przypadku tak jest...Pierwszy raz gdy zobaczyłem Wielką Wode. Pamiętam stan.. .gdzieś tam wewnątrz mnie... stan podniecenia, ekstazy wręcz! Uwierz.. siedmiolatek też potrafi tak sie napalić... i co z tego że to był tylko Bałtyk. Potem już całe dnie łaziłem zimą po plaży...cholera jaki ja byłem wtedy szczęśliwy. Jasne stało się dla mnie, że to co jest tam gdzieś za linią wody stanie się moim życiem. Ta świadomość wystarczyła za pewność, za plan, za resztę...Nie ważne było już to że kalendarz z największymi żaglowcami świata mogli kupić w jedynej miejskiej księgarni tylko milicjanci i nauczyciele. Z roku na rok..im bardziej uświadamiałem sobie że nie będe mieć tych paru fotografii na ścianie, tym bardziej miałem pewność że "kiedyś i tak będe pływał". Aż przyszedł czas na Liceum Morskie...ale o tym potem. W każdym razie teraz już tak nie potrafię mocno patrzeć, słyszeć...już nie tak..no wiesz prosto z jaj.
Pogoria połamała sobie maszty. Chyba nie ma bardziej przytłacząjacego dla mnie obrazu, niż yacht z przetraconym masztem. Wtedy jest taki cholernie sam.
Zastanawiałem się, gdybym miał wybrać najpiękniejsze jednostki. Jakie one byłyby...no i wybrałem. Każdy jest inny, każdy ma za sobą życie Radżdży i Kloszarda.. cest la vie. W pewnej chwili odkrywasz że to jest w tym wszystkim najfajniejsze.
Wkażym razie przedstawiam:
s/y Lulworth
s/y Black Jack
s/y Zattara
Każdy piękny!!! Każdy na swój sposób mój...
0 komentarze:
Prześlij komentarz