Moim żywiołem pierwotnym jest woda. Tym bardziej nie rozumiem dlaczego nie może być blisko... tak normalnie. Niesiony gówniarskim zuchwalstwem, zdawałem do Liceum Morskiego. Były dwa w Szczecinie i w Gdyni, ja do tego drugiego. Już na samo wspomnienie faktu obiłem się o śmiech belferek i klasy. Że niby dlaczego nie mogę normalnie, jak wszyscy do mechanika, co to podstawową kadrę terenową kształci...wydziwiam. Egzaminy jakoś poszły, tyle że rok jakiś taki dziwny był...pierestrojka. W sierpniu dostałem pocztą świstek, że Liceum Morskie ulega likwidacji...ot historia. .We wrześniu, to już trudno było o dobrą szkołę.. Widzisz, niby wywodzę się z klasy głównej dla panującego wtedy ustroju...albo ustrojstwa. Tyle że na miejsca jakie jeszcze zostały w szkołach i tak pierwsze weszły dzieciaki, milicjantów, nauczycieli, mundurowych...co za historia. Mi została mierna szkoła, książki w miejskiej bibliotece, miesiączki bibliotekarek....
A kalendarzy z żaglowcami świata nadal nie było w sklepach... historia absolutnie do dupy.
0 komentarze:
Prześlij komentarz