17 gru 2009

Paraguay


„Paraguay” tak było łatwiej,łatwiej niż pamiętać jego trzy imiona i dwuczłonowe nazwisko którym normalnie posługuje się w swoim kraju.
Tak. „Paraguay” sporo mnie nauczył.

Czwartego dnia od podjęcia pracy w grupie którą nadzorowałem, pojawił się bez swoich czterech złotych zębów. Zastawił je wynajmując mieszkanie ”na nową drogę życia”. Teraz śmiejąc się do mnie jaskiniami brakujących zębów zagadywał gestykulując. Mimo że nieźle znam hiszpański jak mi się przynajmniej zdawało, nie mogłem zrozumieć ani słowa. A właściwie prawie "ani słowa" . To prawie stanowiło powtarzające się „embra” - (w hiszp. hembra to doslownie samica)! No i w zasadzie tylko to.. Czego On chce?
Pytałem pozostałych - Marokańczyka, Urugwajczyków . Wytłumaczono mi że koleś potrzebuje konkretnie kobiety, konkretnie na dziś, najlepiej na ZARAZ!
W swoim ograniczeniu nie byłem w stanie zrozumieć jak to możliwe, aby facet w stanie totalnego rozpieprzu w uzębieniu mógł myśleć o seksie? W dodatku myśleć na poważnie i z nieskrywaną radością?! Ja, to pewne, będąc w jego sytuacji pogrzebałbym się za drzwiami mieszkania wychodząc jedynie do pracy. Tyrając za siedmiu chciałbym aby moje drogie złote zęby wróciły na swoje dawne miejsce, przywracając mi dawny blask!
A jednak dla niego potrzeba tu i teraz była ważniejsza. Nie potrafiłem mu pomóc, mimo że moje zęby były i białe i nie w lombardzie .Ba!... nie potrafiłem pomóc nawet sobie. Byłem jak sparaliżowany, myśląc jedynie o ratach w polaczkowie aby wszech mocny bank dał mi odrobinę odetchnąć. A potem już tylko urząd skarbowy i mógłbym się stać wolnym człowiekiem....Tak wtedy sobie przynajmniej myślałem. Bank w międzyczasie skorygował moje marzenia. Ale to nie ta historia...
Następnego dnia Paraguay nadal uroczo się uśmiechajac, oznajmił mi że...a jakże! Znalazł godny obiekt. Co więcej - „hembra jest z Polonez” i że takiej właśnie szukał „blanco y barato” (białej i taniej).. aż tu na wyspach w małej podrzędnej mieścinie!?
Nie dziwi mnie już wcale że 7 na 10 dziwek za granicą, to polki. Nie jestem też naiwny wiem, że nie jest to jednoznaczne. Że za pieniądze bzykają się i Wenezuelki, Rosjanki, Francuzki i Portorykanki (faceci zresztą też.) Wcale ich wszystkich nie potępiam. Nie oceniam.
Jednakże wszystkie one robią to nie tracąc przy tym GODNOŚCI. Polki odwrotnie. Na własne życzenie każda z krajanek sprzeda Ci płaczliwą historie o Zenku co ją „napieprza i głodzi.. ale to TAM, w kraju” bo TU to ona to w zasadzie to kocha ale pieniędzy nie ma „więc gdybyś chociaż pierścionek jaki mógł, albo choć do marketu wspólnie”... za butelkę whisky... za piwo w barze...za etat.
Kubanka wypieprzy cię „za paliwo” – bo chce... A potem pójdzie z Tobą potańczyć salsę...bez konieczności udowadniania czegokolwiek.
**Nie dziwią mnie sceny lotniskowe gdzie mężowie czekający z naręczem kwiatów i dzieciakiem u nogawki słuchają opowiadań „żon co z saksów” .Że ten bukiet róż... (siedem godzin wcześniej pożegnał ją pewien Marokańczyk, na innym lotnisku. Uwiedziony opowieściami, chciał być jak ci z Europy - „całuję dłoń, bukiety róż”- róże kupił choć to drożej niż zakupy w Mercadonie)...że ten bukiet róż, to dlatego bo "Skay Europa liczyła i doliczyła się iż ona to właśnie jest 10.000 kobietą na pokładzie, w dodatku bląd"!...i że „szkoda wyrzucić” i „że nie bądź głuptas”..” taka zmęczona jestem”
Drażni Cię to, co?
Ech niepotrzebnie...jesteś taki sam. Posiadasz narodową wartość dodaną...I ja też.
--- ---

0 komentarze:

Prześlij komentarz